Hoda z osady Phelsza
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
collapse collapse

MUSIC

* MENU

* Twoje Info

 
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

* Kto jest online

  • Kropka Gości: 1
  • Kropka Ukrytych: 0
  • Kropka Użytkowników: 0

Brak użytkowników online.

* Statystyki działu

  • stats Użytkowników w sumie: 5868
  • stats Wiadomości w sumie: 0
  • stats Wątków w sumie: 0
  • stats Kategorii w sumie: 1
  • stats Działów w sumie: 1
  • stats Najwięcej online: 66

Hoda z osady Phelsza

<< Powrót!

HODA Z OSADY PHELSZA


Hoda jest żywą legendą. Przebyta przez niego droga od młodego psa do legendarnego „bojca” /wojownika/, była bardzo ciężka. Gdyby  na miejscu Hody był inny pies, to karierę psa bojowego zakończył by w wieku dwóch lat. Ale o wszystkim po kolei.

Pierwsza walka Hody, o której zaczęto mówić w Kazbeckim rejonie - w jego miejscu urodzenia, to walka między Hodą, a Dżygrino. Wówczas Hoda  miał nie więcej, niż 10 miesięcy, a Dżyrgino  - 1,5 roku. To  ogromna różnica w rozwoju fizycznym i psychicznym psa.

Hoda  zmusił Dżyrgino do ucieczki z placu boju, nawiązał bardzo zwartą walkę, nie dał przeciwnikowi wygrać psychicznie. Pokazał większą chęć zwycięstwa, - nadłamał przeciwnika. Nikt nie oczekiwał takiego zakończenia potyczki.
I już w  10-tym miesiącu jego życia rozmawiali o Hodzie jako o przyszłym wytrawnym „bojowniku”.
Wyglądał w tym czasie na mocarnego. Dumny chód, spokojny wzrok, w małych oczach skupienie. Właściciel Hody z uśmieszkiem, ale w tym czasie także z miłością mówił, że Hoda lubił pojeść.

W nim łączyła się  siła żubra i gibkość lwicy. Nieduży, niewysoki (68cm w kłębie) pies.
W późniejszym czasie jeszcze trochę podrósł do 70cm. Masa w granicach od 57 kg do 63 kg. Miał krótką sierść jasno rudego koloru. Ale największą niezwykłością Hody było to, czym go obdarzyła natura. Na obroży którą nosił, właściciel zawieszał dzwonek, żeby w nocy, kiedy był puszczany na spacer po wsi, gospodarze nie pomylili go z innymi psami i nie zastrzelili przez pomyłkę, jak to robili z bezdomnymi psami, które przychodziły wykradać ptaki albo owce. Dzwonki melodyjnie dźwięczały przy ruchu, i jak talizman chroniły go.

Oczywiście, gdyby Hoda urodził się w innym miejscu i w innym czasie jego życie przebiegałoby inaczej. Ale żył on na Kaukazie i należał do ludzi, którzy nie wiodą życia spokojnego i bezpiecznego.
Od niepamiętnych czasów narody Kaukazu przekazywały swoim psom, towarzyszom w ich życiu i pracy, umiejętność walki i przystosowania się do ciężkich warunków życia.

Każdy rodowity czaban chciał udowodnić sobie i innym, iż najlepszy pies należy właśnie do niego. Hoda nie był wyjątkiem, i jemu przyszło w walce zasłużyć  na miano najlepszego w oczach swojego pana.

Więc  dzwonki melodyjnie dzwoniły  to w jednej wiosce Rejonu Kazbeckiego to w innej.
Przy ich wtórze Hoda zaczął "łamać" przeciwników, którzy stanęli na jego drodze.

Niekiedy walki wygrywał z łatwością,  ale napotykał też przeciwników starszych wiekiem i tu już zwycięstwa nie było co oczekiwać.
Miał Hoda  zadziwiającą umiejętność znajdowania słabego punktu u przeciwnika i wygrywania walki. Wyczucie to nie było okupione życiowym doświadczeniem, przecież on był jeszcze młody. Wyczucie to było mu przekazane przez przodków, którzy w walce i ciężkich warunkach życia przystosowali się do pracy w otarach /stadach owczych/, i do tego potrafili wydawać na świat sobie podobnych. Oczywiście wyczucie to było dziedziczone.
 Kiedy Hoda  miał  ponad rok,  zaczęto od niego otrzymywać potomstwo, co jeszcze bardziej umocniło jego charakter. Rejon Kazbecki stał się dla właściciela Hody  za mały.
W tym czasie  w mieście Tbilisi /Gruzja/ organizowano nieoficjalne mistrzostwa Kaukazu w walkach psów pastuszych. Przyszło psu w walce ubiegać się o tytuł czempiona.

W tych mistrzostwach  najsilniejszym  z rywali wydawał się pies kupiony w górach Swaneti {Gruzja}o imieniu Dżuba. Dżuba - nieduży pies rudego kolory, nie wyróżniający się eksterierem i fizyczną budową, ale wyjątkową techniką prowadzenia walki i pracowitością. Wygrywał on z najsilniejszymi i największymi przeciwnikami. W finałowych walkach pokonał takie psy jak Bambora z osady Gargeti i Dżardzino  Kazbegu. Słuchy o młodym walecznym psie z  osady Phelsza dotarły  do stolicy - Tbilisi. Wszyscy miłośnicy walk psów bojowych  pragnęli zobaczyć walkę Dżardino z Hodą. I oto Hodę wiozą do Tbilisi.

Pierwszy raz  młody pies znalazł się w dużym mieście. Oczywiście był oszołomiony jazdą  w samochodzie, nowymi zapachami, wielką ilością nieznanych ludzi. Nie zdążył zaadoptować się…, i  już stał pysk w pysk z przeciwnikiem ale nie z Dżubą. Jak wyjaśniono miał to być pokazowy bój jaki powinien stoczyć Hoda, aby zaprezentować i otrzymać prawo spotkania się z Czempionem.

Na początku Hoda nie miał chęci walki, ale przeciwnik nastawał,  co podenerwowało Hodę
i zmusiło go do walki. Po  chwili przeciwnik był pokonany.

Dopiero późnym wieczorem  Hodę zawożą  na jakąś farmę. Właściciel przywiązuje go i odjeżdża. Hoda wyczekuje na powrót pana całą noc. W końcu  właściciel przychodzi odwiązują go, …znowu samochód, … znowu miasto.
Obcy ludzie,  kłótnie, znowu przeciwnik…, i tym razem też nie Dżuba.  Na chwilę wszystko wokoło milknie, i … znowu wybucha. Hałas, krzyki. Ale słyszy dźwięk dzwoneczków i jakby  znowu był w górach,  świeże powietrze  napełnia jego silne płuca.

Hoda zrzuca z siebie przeciwnika i już nie ma wątpliwości,  za niedługą chwilę przeciwnik zrejteruje z pola walki. Właściciel  powstrzymuje Hodę, obejmuje go zapina obrożę z dzwoneczkami. Już drugi  dzień wyczuwa wypity alkohol od swojego pana.
Kiedy pan wypije alkohol staje się trochę dziwny i obcy. Hoda bardzo się zmęczył i wszystkie jego myśli biegną do domu. Ale wieczorem znowu zawożą go na fermę. Oferowany mu pokarm wydaje się być pogardą. Nocą śni mu się jak stary Zwjad - ojciec właściciela, daje mu smaczny pokarm - serwatkę ze świeżym chlebem,  i pieszczotliwie mówi „jedz Hoda, jedz”. Ale  sen psa jest tak samo krótki jak i życie dane przez przyrodę. Nastał świt i głosy ludzi zbudziły Hodę znowu.

Do pomieszczenia gdzie  się znajdował wszedł właściciel z grupką ludzi. Byli to kibice z Kazbegi. Widok młodego psa zmusił ich na minutę milknąć., potem posypały się
wyrzuty pod adresem właściciela. Przed nimi stał nie w pełni sił „bojec”, zmęczony nieoczekiwanymi walkami, z obojętnym wzrokiem, pies. Niektórzy kibice zaczęli mieć wątpliwości co do gotowości Hody do pojedynku z Dżubą. Ale właściciel był nieugięty objaśniając, iż Hoda z lekkością rozprawi się z przeciwnikiem. I oto są już w drodze, w drodze, na której los ostro zmieni jego życie. W wyznaczonym miejscu dogadano niektóre warunki walki i bój rozpoczął się.

Przeciwnicy, trzymani przez właścicieli, stoją naprzeciw siebie twarzą w twarz. .Dżuba jest pełen sił, pełny chęci zwycięstwa. Hoda wyszedł do przodu tylko dlatego, żeby przypodobać się właścicielowi. W ogóle, to on wyglądał źle, bez świeżości, wzrok obojętny. Sędzia daje znak i walka rozpoczyna się. Dżuba wrzyna się w Hodę, i jak bojownik wolnej walki atakuje tylnie łapy. Zbija go z nóg, ale nie na długo.  Hoda fizycznie jest silniejszy od Dżuby.  Chwyta przeciwnika za szczękę, obłapuje go przednimi łapami i przewraca na ziemię. Dżuba jak żmija wypełza spod niego.
Dżuba przez cały czas stara się uszkodzić nogi Hody, i to mu się udaje. Hoda, pokonując ból, próbuje  przytrzymać przeciwnika  chwytem za ucho, ale nie ma dostatecznie siły, by powstrzymać Dżubę przed kontratakiem, i po chwili Hoda leży pod Dżubą , nie mając siły mu się przeciwstawiać. Jeszcze przez chwilę Dżuba tarmosił bezsilne ciało Hody, a potem odciągają  go. Hoda pokonany. Kibice Dżuby tryumfują. Właściciel Hody w milczeniu zakłada psu obroże wsadza do bagażnika, wiezie na farmę. Znowu przywiązuje go w pomieszczeniu, daje mu wody i odchodzi.

Mija kilka dni, a właściciela ciągle nie ma. Oferowane jedzenie Hoda odrzuca. Pies czeka na swojego pana, żeby go wypuścił z tego pomieszczenia na wolność, gdzie zaleczy swoje rany. Ale właściciela nie ma, i Hoda decyduje się uciec z pomieszczenia, ale najpierw  trzeba poradzić sobie z uwięziom. Kilka szarpnięć w przeciwnym kierunku do uwięzi  i ściąga obrożę z  głowy.
Teraz musi wyswobodzić się z pomieszczenia, ale drzwi są zamknięte. Prawda, jest nieduże okienko zastawione jakimiś przedmiotami i baniakami z cieczą. Z wyskoku decyduje się rozbić szybę, ale nie udaje mu się. Przedmioty spadają na niego wywraca się także słój z cieczą, która wylewa mu się na głowę. Po chwili  czuje silne pieczenie na głowie.
Hoda potarł głowę o przednią łapę. Pieczenie przechodzi na łapę. Hoda zaczął miotać się po pomieszczeniu. Ktoś z fermy usłyszał hałas, przybiegł zobaczyć co się stało. Pomyślał, że  Hoda  wściekł się, zaczął obserwować psa przez okno i zrozumiał, iż pies wylał na siebie słój z kwasem. Zakląwszy, wsiadł do samochodu i odjechał. Dopiero pod wieczór samochód wrócił. Gospodarz fermy przywiózł ze sobą jakiegoś człowieka, którego Hoda dobrze znał. Drzwi się otworzył i  chłopak wszedł do środka.

Zobaczył żałosny obraz: policzek część szyi, przednia łapa były  poparzone kwasem. Chłopak ze współczuciem i pieszczotom w głosie zaczął  zbliżać się do psa. Hoda zaufał mu, jakaś szczerość biła  od młodzieńca. Znał chłopca od dzieciństwa, był to sąsiad jego właściciela.
Chłopak wziął smycz, zapraszając Hode do wyjścia. Pies pokonując ból  poszedł do wyjścia. Młodzieniec delikatnie nałożył i zapiął obroże Hodzie na szyję. W innej sytuacji Hoda  nie pozwolił by na to, ale teraz nie było to aż tak istotne, - on był wolny.

Chłopak przez cały cza mówił: "Hoda do domu, jedziemy do domu”. A kiedy otworzył bagażnik samochodu i pomagał mu wsiąść, Hoda bez oporu wszedł do samochodu.
Długa droga jeszcze raz  podpowiadała mu, że jedzie do domu. Kiedy pokazały się góry i świeże powietrze wlało się do samochodu, Hoda odetchnął pełną piersią i, po raz pierwszy od tak długiego czasu, zrobiło mu się spokojnie na duszy. Teraz  pozwolił sobie całkowicie pogrążyć się w sen. 

Kiedy podjechali pod dom, Hoda, wychodząc z samochodu, zobaczył starego Zjada kierującego  pod adresem swojego syna  przekleństwa, a słowa współczucia dla niego.

Każdego dnia przychodzili do domu Zwjada ludzie pytać o zdrowie Hody, czy goją się  jego rany. A rany goiły się słabo. Tkanka mięśniowa zabliźniała się bardzo powoli. Rany odniesione w boju zagoiły się dawno, ale te od kwasu jątrzyły się długo. Minęło ponad pół roku  zanim rany na policzku  i na  przedniej kończynie pokryły się cienkim naskórkiem. Przednia łapa  silnie mu dokuczała, i on prawie nie stąpał na niej.  O karierze psa bojowego nawet nie było co marzyć. Właściciel przestał interesować się Hodą. A i stary Zwiad nie pozwalał zbliżać się mu do niego. Właściciel zrozumiał, że zawinił w stosunku do swojego psa.

Minęło jeszcze pół roku. Hoda zaczął pewniej  stąpać na łape.. Od spokojnego trybu życia pies przytył, mięsnie pokrył tłuszczyk. Żył miarowym domowym  życiem. Właściciel 
Zaczął zabierać go w góry, by się trochę rozruszał. Z dnia na dzień postęp był  coraz większy. Znowu zaczęły być widoczne mięśnie.

Hoda skończył trzy lata. Do właściciela zaczęły znów dochodzić słuchy, że z jego psa już żaden „bojec”, że przednie łapy na pewno nie będzie sprawna  jak dawniej. Właściciel  złościł się i rzucał wyzwania wszystkim utrzymując, że Hoda w uczciwej walce wygra z dowolnym przeciwnikiem, tylko jest nie w pełni zdrów. Rozmówcy szydzili: "na starość Hoda będzie zdrów". To doprowadzało właściciela do jeszcze większej złości. Ziarno zostało rzucone i powinno wydać plon. I  nawet znalazł się przeciwnik - pies o imieniu Gabo (wł. Feliks Ahpotow) z miasta Władykaukaz. Wyznaczono czas i miejsce spotkania. Wieść szybko obleciała cały Rejon Kazbecki. Feliks, człowiek rozsądny i dbający się swojego wychowanka,  słyszał o Hodzie i wiedział, że ten jest bratem Gabo po matce Dzunknie, ale  innych ojcach. Hoda po Kedanie, a Gabo po Komszi.

W tym czasie Gabo był prawie dwa lata starszy od Hody i  miał reputację silnego i dynamicznego „bojca”, był pretendentem do tytułu mistrza Władykaukazu. Feliks nie rozgłaszał w Kazbegi zaproszenia do walki, ponieważ szukał młodego psa do walk właśni z tej linii.
Zdecydował, że im mniej miłośników psich w Władykaukazie  zobaczy Hodę, tym lepiej.
Po południu zebrali się kibice w osadzie Pchelsza, gdzie żył Hoda.

Utworzył się duży krąg  z widzów. Do jego środka Feniks wprowadził Gabo, trzymając  go za obrożę. Po chwili krąg widzów rozstąpił się i powoli wszedł do środka stary Zwiad
z Hodą. Zwiad zdecydował sam wprowadzić Hodę do walki z gabo,  ponieważ uważał, że jeżeli psu będzie ciężko, to w odpowiednim momencie przerwie walkę. Timor - właściciel Hody, stał lekko z boku, ze spuszczoną głową.

Serce w jego piersi biło tak mocno, że wydawało mu się, iż za chwilę wyskoczy z niej. Nie widział nic poza Hodą i Gabo.  Obroże rozpięto, jeszcze przez chwilkę była cisza, i głos Feliksa i warczenie Gabo przerwało milczenie. Gabo przejawiał większą chęć walki i zaatakował pierwszy. Hoda na chwile zamarł, ale odpowiedział napastnikowi mocnym uderzeniem piersią

Dwa wielkiej urody i siły ducha psy powinny pokazać w ten dzień na co je stać. Jednak nie  wszystko sprzyjało psom. Krąg widzów zaczął zacieśniać się i bardzo ograniczać pole walki,
- większość gapiów była „na wesoło” i w ogóle nie kontrolowali siebie. Tłum zacieśniał się coraz bardziej, nie było widać gdzie są właściciele, a gdzie widzowie.

Żądania  właścicieli by rozszerzyć krąg  pozostały bez echa, i  Feliks zażądał przerwania walki.

Po chwili rozdzielono psy i odprowadzono w przeciwne strony. Widzowie żądali kontynuowania walki, ale było oczywistym, ze  tłum nie poddaje się kontroli. Feliks wiec pożegnał się i wrócił do Władykaukazu.

W  drodze do miasta nie mógł zapomnieć Hody, wspominał z jaką siłą i naporem zachowywał się w walce. W ciągu kilku minut tej walki Gabo nie mógł przeprowadzić  żadnej efektownej akcji przeciwko Hodzie, a przecież Hoda był  o dwa lata od niego młodszy, i jeszcze przeszedł traumy,  po których rany nie całkiem  zabliźniły się. Również  fizycznie  był przygotowany. Hoda  był otyły i utykał. Najbardziej Feliks jednak był zafascynowany jego milczeniem, bowiem Hoda walczył w milczeniu.

Milczenie, - to cecha wielkości siły ducha. Dobremu wojownikowi nie potrzebny jest hałas: warczenia, szczekanie. Pewny siebie „bojec” może pozwolić sobie tylko na nieznaczne postawienie sierść na grzebiecie, i to tylko na początku walki. Wchodzenie do walki z wyszczerzonymi kłami jest w złym tonie. Wyszczerzanie zębów w walce od razu uważa się za porażkę, ponieważ pokazujący w walce zęby pies szykuje się do obrony , a nie do walki. Duchowo złamany pies, z zasady, nie trzyma zwarci, ogon ma skierowany w dół, uderza
wyszczerzonymi zębami to w szyje, to w kark, jakby mówiła: „już wystarczy, zostaw mnie!”. Pewny siebie wojownik w takiej sytuacji w oka mgnieniu podstawia ramie  albo  szyję, opuszczając głowę, jakby chciał wyśmiać przeciwnika, i przy tym nie otrzymać ran w głowę. To i są określone zasady, a może nie tyle zasady, co rytuał, podczas  którego przeciwnik powinien zrozumieć, że daje mu się możliwość opuszczenia placu boju.

Przez tysiąclecia aborygenne psy Kaukazu żyją przy stadach, chroniąc owce przed drapieżnikami. W obecnym wieku, zapewne, to jedyna  rasa spośród nielicznych ras psów,
które zachowały geny pierwotnych psów. Psów, które towarzyszyły życiu pierwotnych ludzi. Dlatego w nich są  najsilniejsze  z cech psiego rodu. W czasie ślubnych  rytuałów  obserwowało się taki oto obraz: cieknącą sukę nie krył najczęściej najsilniejszy pies, tylko pies silny  silniejszym charakterem, posiadający umiejętność prawidłowo odczytać swoją siłę, pies sprytny, potrafiący umiejętnie żyć w zgodzie z przyrodą i człowiekiem. Takie samce, z zasady, zdobywają  więcej jedzenia. Trzymają się najbliżej mieszkania czabanów, dzięki czemu dostaje się  im najbardziej łakomy kąsek ze stoły jego pana. Także samice są im najbardziej przychylne, im towarzyszy powodzenie.

I Feliks twardo zdecydował, że  kupi sobie Hodę .Już wcześniej wiedział, że ten pies ma zadatki na czempiona. Ale marzenie to nie szybko się spełniło. Były częste wyjazdy do osady  Phelsza i namawianie gospodarzy Hoda, by go sprzedali. Feliks oferował za Hodę dużą sumę pieniędzy. Żadne rozmowy  nie przynosiło rezultatu. Po jakimś czasie Feliks dał sobie spokój.

Życie Hody na odwrót, jeszcze  bardziej się skomplikowało się. Jeszcze kilka walk z silnymi przeciwnikami nadwątliła jego siły. Zaczął przegrywać z psami, które swoimi warunkami ustępowały jemu. Hoda  zmęczył się nieprzewidywalnością  swojego właściciela, który
pozwalał sobie bić go w przypadku, gdy pies nie chciał walczyć, czego absolutnie nie wolno czynić. Jak silnym by nie był pies, jak dobrze by nie  był przygotowany fizycznie, a właściciel nie rozumie go, - to w żaden sposób nie ma co spodziewać się jego sukcesów na bojowych potyczkach.

Trzeba osiągnąć u psa taki stan uczuciowy, kiedy to wasz pies w pełni  wam ufa i jest przepełniony miłością do was. Wywieranie presji na psa jest niedopuszczalne. Życie wasze i waszego psa powinno toczyć się równolegle i wówczas  powinniście być potrzebni sobie nawzajem. W wychowywaniu psa nie ma żadnych stereotypów. Chodzi o duchowe rozumienie.
 
To nie jest prymitywne zwierzę, lecz zwierze z ogromnym duchowym potencjałem. I nie bez powodu Bóg dał człowiekowi takiego przyjaciela, jak pies. Nie wiadomo jak  potoczyło by się życie człowieka, gdyby obok niego nie było takiego zwierzęcia, przepełnionego miłością aż do samozatracenia. Ale niestety,  żyjąc przez tysiąclecia obok niego, człowiek nie potrafił dać psu nawet tysięcznej części tej miłości i oddania, jaką otrzymuje od psa.

Minęło jeszcze 6 miesięcy. W tym czasie brat Hody, ale nie z jednego miotu, o rok starszy, o imieniu Tugo (Gruzini tak zwracają się do psa), zaczął błyszczeć na bojowych ringach. Młodzieńcze lata Tugo przeżył  w otarze,  w górach Kazbeckiego rejonu. Dobre jedzenie, wspaniały genotyp, dostatek fizycznych ćwiczeń…  pozwoliły Tugo wyrosnąć na przepięknego psa. Nienaganny korpus potężna szyja, bardzo silny chwyt, potężny pysk  ze  wspaniałą zębową arkadą. Ucieleśnienie siły i trwałość granitu. Z natury nie zadziorny, ale nie pozwalający się spoufalać. Z wiekiem czół swoją fizyczną przewagę. To dało  jemu pewność w walkach i wzmocniło nietuzinkową siłę ducha. Mamijew Batradz i jego brat Rusłan, właściciele Tugi,  doskonale rozumieli jego charakter, nie forsowali zdarzeń, i  na przestrzeni dwóch i pół roku bardzo umiejętnie dobierali mu przeciwników. Doprowadzili psa do mistrzostw w znakomitej fizycznej i duchowej kondycji.

W 1994 r Tugo został mistrzem Kaukazu w walkach. W ciągu roku wygrał z najsilniejszymi psami Kaukazu, między innymi z Bożikiem, synem znamienitego Barbosa, Tarzanem, Bahą, Getikiem. Wszystkie te psy po spotkaniu z Tugą potrzebowały bardzo długiego czasu by dojść do siebie psychicznie. Pod prasę Tugo dostał się również i Hoda.

Zdarzyło się to jesienią 1994r na granicy północnej Osetii i Gruzji w Darjackim wąwozie, obok osady Wierhnij Lars. Ogromna ilość kibiców zebrała się z dwóch stron, w tym wąskim miejscu wąwozu. Spotkanie powinno odbyć się w ogrodzonym miejscu obok drogi. Z jednej strony szalał Terek z drugiej strony ciche skały, które stały się naocznymi światkami tej walki.

Gruzję, a w szczególności Kazbecki rejon, reprezentował Hoda, Tugo natomiast reprezentował Północną Osetię. Walka zaczęła się bardzo dynamicznie. Psy prezentowały wyjątkowo ładny styl i wysoki poziom techniczny. Tugo był silniejszy, ale technika Hody była bardziej wyszukana. Ku zdumienie widzów, Hoda kilka razy przewrócił Tugo czego praktycznie nie udawało się uczynić  żadnemu z jego poprzednich przeciwników. Tugo był praktycznie nieugięty. Znajdował się na szczycie fizycznej doskonałości. Hoda zaczął męczyć się i jego opór malał, natomiast napór Tugo przeciwnie, - rósł. Tugo przewrócił Hodę kolejny raz i nie pozwalał mu się podnieść. Emocje kibiców Hody  sięgnęły szczytu. Zaczęli przeskakiwać prze ogrodzenie i krzykiem wspierać Hodę. Zwarł się krąg wokół walczących psów. Zanosiło się na potyczkę miedzy kibicami. Ale inni  kibice, zdrowo myślący, doszli do wniosku, że walkę należy przerwać, dla uspokojenia stron. Zwycięstwo przysądzono Tugo, a następnie wypito na zgodę i w dobrym nastroju wszyscy rozjechali się.

Jeszcze długie lata miłośnicy walk Północnej Osetii wspominali potyczkę dwóch braci. Było jasno, że Hoda ma niedostateczne przygotowanie fizyczne i psychiczne, ale jego maniera prowadzenia walk z przeciwnikami zachwyca swoją niepowtarzalnością. Również stało się jasne, że temu zwierzęciu potrzebny jest nowy prowadzący. Człowiek rozumiejący  atmosferę, która towarzyszy miłośnikom bojów. Znający mniej lub bardziej znaczących „bojcow”, mający rozeznanie co oni sobą reprezentują, zorientowany w ich słabych i silnych stronach. Prowadzący, który umiałby dobierać kolejność odpowiednich przeciwników na dany moment, któryby  umiejętnie rozkryłby cały ukryty nietuzinkowy potencjał  Hody.

Wkrótce to się zdarzyło. Timor, właściciel Hody, czasowo zmieniał miejsce zamieszkania i decyduje się oddać Hodę Feliksowi na jakiś czas. Dziwne to, ale nieprzyjemny i mało kontaktowy pies szybko przywykł do nowego właściciela.
Tak jakby rozumiał, że w danym momencie cenią go, jak brylant czystej wody.

Hoda poczuł inny stosunek do siebie. Pieszczotliwy kontakt z nowym właścicielem wypełnił jego życie. Feliks dużo  spacerował z nim, woził go w samochodzie, starał się, by pies był z nim wszędzie. Jemu nawet spodobała się jazda samochodem. Hoda zrozumiał, że wszystko co należy do Feliksa należy także do niego. Dobre wyżywienie, niedaleki spacery z niedużymi ciężarkami wpływały pozytywnie na niego. Ciało jego napełniło się siłą, a on nawet zaczął,
bawić się z nowym właścicielem. Fizyczne niedostatki z czasem zaczęły się zmniejszać.
Po kilku miesiącach Hoda był gotów łamać wszystko i wszystkich o co prosił jego nowy właściciel. Feliks czuł to. Hoda już nie był tym nieczułym psem, który myślał tylko o sobie.
On zaczął uczestniczyć w życiu Feliksa.

Jakikolwiek pies, do którego zbliżał się Feliks, albo który podbiegał do niego, zaczynał od razu go drażnić. A najbardziej drażniły go te psy, które bezczelnie  podbiegała alba bezczelnie patrzyły się w jego stronę. Nowy właściciel umiał to wykorzystać, specjalnie podprowadzał go na taką odległość, aby Hoda nie mógł dosięgnąć przeciwnika.

Bojowy duch Hody jakby ponownie się narodził. I to uczucie bojowego ducha przybrał inny wymiar. Wcześniej on walczył się tyko o siebie, a teraz myślał bardziej o nowym właścicielu. Ich było już dwóch! Hoda wiedział, że ich dwoje nie złamie nikt.

Przez dwa lata  Hoda  pokonał najlepszych  wojowników  Kaukazu, w tym także jego brata Tugo.  Hoda wygrał także pojedynek z mistrzem Turkmeni Gamudżą.

Hoda został dwukrotnym mistrzem Kaukazu i WNP /Wspólnoty Niezależnych Państw/. Siedmioletniego Hodę Feliks odwiózł do ojczyzny w wiosce Phelsza, gdzie Hoda dożył 11 lat. W czasie swojego życia spłodził on niepowtarzalnych synów. Takich jak Aptar (wł. Karajew W.) i Biały Hoda (wł. Pliew Ł.). Linia Hody na dzień dzisiejszy jest jedną z lepszych na Kaukazie.

Ostatni raz widziałem Hodę kiedy miał 10lat.W przepiękny letni poranek pojechaliśmy do domu rodziny Kalhebaszwili. Nas przywitał Timor, i na naszą prośbie wyprowadził Hodę.
Spodziewaliśmy się zobaczyć starego rachitycznego psa, ale zaskoczyła nas kondycja psa. Jakby lata i wyczerpujące walki nie pozostawiły na nim swojego piętna. Jedynie szramy na głowie i jego przenikliwy wzrok, pełen spokoju i wiary, zdradzały jego wiek. patrząc w tego znamienitego zwierzęcia pomyślałem: „ O czym myśli teraz Hoda ?. Może o rodzaju ludzkim, o tym jak niesprawiedliwym i nieprzewidywalnym jest człowiek, o tym jak niedoskonałym i słabym jest”. A może przyroda obdarzyła  tylko psy ogromną miłością do człowieka , a ta miłość wybacza wszystko? Nawet grzechy człowieka, powstałe w wyniku jego odnoszenia się do psów.

Wszystko to pozostaje tajemnicą, którą tylko człowiek może rozwikłać. A  wówczas, być może, będziemy odnosić się inaczej do siebie. Kochać się wzajemnie, i ludzki
świat stanie się bardziej doskonały.

Fragment z książki „Psy z góry Kazbek”.

* Kontakt

RAFAŁ KRYSIŃSKI

E-mail: BUD-SPAW@WP.PL
Telefon:
+48 515-082-832

* Najnowsze wątki

Nie znaleziono wiadomości.

* Ekipa forum

admin lbajrak
Administrator

* Kalendarz

Październik 2017
Nd Pn Wt Śr Cz Pt So
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
[22] 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Nie znaleziono żadnych wydarzeń w kalendarzu.

* Najlepszy dział